• sobota , 24 Październik 2020
SZPAGAT PANI PRZEDSZKOLANKI, CZYLI ZAJĘCIA O PŁCIACH Z MALUCHAMI.

SZPAGAT PANI PRZEDSZKOLANKI, CZYLI ZAJĘCIA O PŁCIACH Z MALUCHAMI.

Równouprawnienie w przedszkolu to już oldschoolowy problem. Czy mogę powiedzieć Adasiowi, że jest chłopcem? I czy Kasia będzie kobietą? Takie są współczesne dylematy! A może tracę już rozum?

Zbliżał się Dzień Kobiet. Pomyślałam, że warto wyjaśnić dzieciakom narodowy ruch tatusiów i dziadków z tulipanami w garści, który wkrótce zaobserwują. Pogadamy sobie o chłopcach i o dziewczynkach, mężczyznach i kobietach. Umysł mam otwarty i parcie na równe prawa do przeżywania przygód, zabawy samochodzikami i lalkami oraz noszenia różu. „Stereotyp mnie nie spęta”, powtarzałam sobie przygotowując obrazki z doktorami i doktorkami.

A jednak nie wystarczy powiedzieć, że wszyscy mamy prawo robić to samo.

W praktyce gimnastykowałam się z tym tematem jak pani na płycie callaneticsu, którą mój ojciec przyniósł tuż po zakupie video w latach ’90- tych. Standardowo, kiedy szykuję się do zajęć przed Bożym Narodzeniem albo Wielkanocą, zawsze pytam rodziców czy ich światopogląd czegoś mi nie zabrania. Tymczasem okazało się, że przy płciach dopadły mnie podobne obawy. Świat oszalał.

Nie, nie było o tym, czym różnią się chłopcy i dziewczynki. Podążam za dziećmi, więc podział na zbiory był intuicyjny. Chciałam karty pracy z łączeniem w pary, nawlekania koralików i odnajdywania różnic na rysunkach sukienek. Niby nic.

Tymczasem w mojej nauczycielskiej głowie:

Obawa nr 1: czy mówiąc o tym, że są mężczyźni i kobiety, nie narzucam aby katolickiego światopoglądu? W końcu istnieje już lista z  blisko sześćdziesięcioma płciami do wyboru. A jeśli ucząc kiedyś w przyszłości, dzieci same stwierdzą że są tylko kobiety i mężczyźni, to czy będę musiała wyprowadzać ich z błędu?

Obawa nr 2: czy jeśli mówię chłopcom, że jak dorosną to będą mężczyznami, a dziewczynki zostaną kobietami, to ograniczam ich rozwój? Bo może Adaś zechce zmienić płeć, Karolek zostanie słynną Drag Queen, a Martynka… a Martynka w ogóle nie będzie wiedziała kim jest i wymyśli na to naukową nazwę. I nie chodzi o to, że im tego zabraniam. Nic mi przecież do tego. Ale czy mogę, na chwilę obecną, wyjaśnić im: kobiety to dorosłe dziewczynki a mężczyźni to dorośli chłopcy? A może już zadymiły mnie opary absurdu?

Wszyscy jesteśmy hen ?

W pewnym sztokholmskim przedszkolu (Egalia), które ostatnio widziałam w TV, nie mówi się „on” o misiu, panu, chłopczyku. Nie mówi się też „ona” o lalce, pani i dziewczynce. Jest stworzone na potrzeby „hen”- coś jak nasze „ono”. I czasem to nawet fajne, że łamiemy schemat. Ma przyjść strażak, ale nie wiadomo czy mężczyzna czy kobieta (piękne!), więc czekamy na hen. Na zajęciach umuzykalniających tańczy w spódniczce mała han i mały hon. Bo LUBIĄ. Super! Jednak gdy słyszę, jak pan opiekun na radzie pedagogicznej oznajmia: „Możecie mi mówić on, ona albo ono. Jest mi wszystko jedno. Nie znam swojej płci” budzi się mój niepokój. „Nie znam swojej płci”??? Ja nie mam potrzeby, żeby był prawdziwym mężczyzną według czyjejś definicji. Ale od gościa, który wychowuje cudze dzieci oczekuję dojrzałej świadomości siebie. A może wkładam pana (?) w skostniałe schematy i ciasne ramy? Serio pytam. Wkładam?

Wykonuję szpagat pomiędzy nieaktualnym starym i niejasnym nowym. Zarzucając podział zabawek na chłopięce i dziewczęce nie wiem, czy jestem postępowa czy jednak z poprzedniej planszy. Boję się, że wykonując przed dziećmi piruet rozmów o płciach skręcę kostkę. Albo kark. Ale to akurat tylko wtedy, jeśli w ogóle będę miała kręgosłup.

Related Posts

Leave A Comment