• wtorek , 22 Maj 2018
TO AKURAT NIE JEGO WINA, WIESZ?

TO AKURAT NIE JEGO WINA, WIESZ?

„Ono jest na to za małe”, „ono tego nie rozumie”…ile razy już to słyszałeś? Ile razy pomyślałeś, że to tylko takie tłumaczenie i branie w obronę, natomiast fakty są zupełnie inne? Tu masz ich kilka, żeby było wiadomo- CZEGO i DLACZEGO nie możesz zarzucić swojemu dziecku.

Poczucie winy- kiedy nie wolno przerzucać go na dziecko?

Tu masz wszystko- w krótkich, żołnierskich słowach. I parę obrazków- być może z Twojego własnego podwórka…

I teraz wyjaśnijmy sobie, dlaczego musisz się trochę ograniczyć. Myślisz może, że…

Rozwój emocjonalny dziecka- kolejna wymówka?

Wcale nie! Twoje dziecko zacznie kontrolować własne emocje dopiero w okresie wczesnoszkolnym, a więc gdzieś między 7 a 9 rokiem życia. Uwaga: ZACZNIE. To oznacza, że nie wstanie w poniedziałek rano do szkoły z gotową umiejętnością przetłumaczenia sobie, że chociaż jest niewyspane i nie lubi szkoły to musi iść, bo obowiązek jest do lat 18-stu, a poza tym nie ma kto z nim zostać w domu. Opanuje rozżalenie, gniew, może lęk i zejdzie na śniadanie. Sorry, sam słyszysz jak to brzmi…

Można by mieć nadzieję, że okres dojrzewania będzie deadlinem dla wypracowania umiejętności kontrolowania swoich emocji. Problem w tym, że wówczas w mózgu nastolatka dokonują się kolosalne zmiany (dosłownie przebudowa…), w skutek czego jego emocjonalność przypomina przebudzenie uśpionego dotąd wulkanu. I choćbyś nie wiem, jak chciał walczyć z naturą, to dowolny film katastroficzny udowodni Ci, że to na nic. Skup się lepiej na próbie ocalenia.

Dorosły- efekt końcowy, który ma chwile słabości. Oby tylko chwile.

Rozwojowo posiadł już umiejętność kontroli emocji. Pytanie, czy to robi. Naturalnie nikt nie jest ze stali i każdemu (pewnie nawet Dalaj Lamie puściły kiedyś nerwy. Chociaż on nie ma dzieci… to w sumie nie wiem.) zdarzają się chwile, gdy zawodzą hamulce i wypracowane z mozołem akceptowane sposoby wyrażania emocji biorą w łeb. Warto jednak pamiętać, że jeśli dorosły wrzeszczy na dziecko, że „do jasnej cholery, mój dzień był wystarczająco ciężki, czy ty nie możesz mi tego choć trochę ułatwić?!” to jest to absolutnie jego, dorosłego, odpowiedzialność za to, co ze sobą robi i że przeklina przy młodym (co ma swoje konsekwencje KLIK). Do licha, przecież jego dotychczas zły dzień kompletnie nie leżał w gestii dziecka! I ja wiem (oj, jak bardzo wiem!), że czasem ono swoim zachowaniem potrafi naprawdę dobić dogorywającego po całym beznadziejnym dniu rodzica. Marudzi, ciągle czegoś chce i w sumie samo nie wie czego… Ale ale!

Jak bardzo Twoje dziecko przypomina Ci… Ciebie?

Jasper Juul twierdzi, że ono po prostu Cię naśladuje. Tylko czasem (zazwyczaj?) tego w ten sposób nie pojmujesz. Ale rozważ: kiedy wracasz zaorany po pracy to, niestety, wyglądasz na zaoranego. Jak się wtedy czujesz? Na co masz ochotę? Pewnie się denerwujesz, bo chciałbyś odpocząć ale wiesz dobrze, że w domu też są obowiązki i zadania do wykonania. Jesteś sfrustrowany, bo jeszcze jedną nogą w pracy a myśli krążą wokół tego, co poszło nie tak. A więc ciężko Ci się skupić na tym, co tu i teraz, czujesz się jak w niewygodnym rozkroku. Czegoś chcesz ale co tak naprawdę mogłoby pomóc? Czy rzeczywiście to, żeby wszyscy sobie po prostu poszli? No i nie wiadomo… O poczekaj, czy Twoje dziecko nie zaczyna zachowywać się właśnie w ten sposób, kiedy Ty masz beznadziejny dzień? Z tą różnicą, że ono nawet nie wie, dlaczego tak reaguje, za to Ciebie Ciebie już stać na refleksję.

Jak zostać lepszym rodzicem?

Jeśli chcesz być rodzicem z trochę mniejszym wyrzutem sumienia, że znów bez sensu te krzyki i nerwy. Jeśli chcesz wymagać od dziecka tego, czego faktycznie można i należy od niego wymagać, to konieczna jest REFLEKSJA. Ja wiem, że to brzmi trochę jak kolejne zadanie na liście rzeczy do zrobienia, z którą nigdy nie możesz się wyrobić. Ale przecież tak często ręce mogą być zajęte zupełnie czym innym niż głowa. Dla mnie rutynowe czynności to fantastyczna okazja do przemyśleń! Taki prysznic albo mycie podłogi potrafią działać jak medytacja 😉

Nie mam czasu na czytanie książek. W dodatku przeczytałam ich już niemało w związku ze swoją pracą, dlatego zazwyczaj strasznie mi trudno zabrać się za jakąś lekturę „znowu o dzieciach”. W dodatku prowadząc Szkołę dla Rodziców i Wychowawców tematy wychowawcze mam wciąż na tapecie. Jednak ZAWSZE, gdy jednak się zmuszę (sic!) do przeczytania czegoś nowego, przechodzę na jakiś kolejny poziom. Coś odkrywam, coś zaczynam widzieć inaczej. I mogę ZACHOWAĆ SIĘ inaczej- bo mam refleksję. To nieprawdopodobny  zysk dla mojej rodziny i dla mnie samej,wciąż targanej poczuciem winy, że byłam niedostatecznie wyrozumiała, otwarta, opanowana, skoncentrowana…Polecam. No po prostu polecam.

 

 


Zdjęcia wykorzystane w tekście- unsplash  :

  1. Kelly Sikkema
  2. Gabriel Matula
  3. Uxue Gonzalez
  4. Rares Peicu

Zdjęcie tytułowe – mój nieoceniony Brat

Related Posts

One Comment

  1. Hania
    5 kwietnia 2018 at 16:44 Odpowiedz

    Zwróciłaś uwagę na całkiem interesujący wątek. Musimy wiedzieć co mówić do dzieci

Leave A Comment